English

Licznik odwiedzin

764555
Dzisiaj
Wczoraj
Ten tydzień
Poprzedni tydzień
Ten miesiąc
Poprzedni miesiąc
Wszystkich
341
402
2715
757400
3477
16953
764555

71° 10′ 21″ N, 25° 47′ 40″ E … zdobyty!

Utworzono: 10 wrzesień 2015
Łukasz Nysztal Odsłony: 4232
Mocna kawa w hotelu „AGAT” w Łodzi, port w Gdyni, prom do Karlskrony, spacer po Kalmar, przejazd przez Sztokholm i nocleg na polu biwakowym pod Uppsalą - tak minęły pierwsze dwa dni naszej podróży. Spytacie pewnie, jak to możliwe, że opis 48 godzin tego rzekomo niepowtarzalnego i pełnego przygód wyjazdu zajął mi zaledwie dwie linijki tekstu?! Cóż, mógłbym opowiadać i pisać o tych dwóch dniach godzinami, a może i dłużej, a i tak nie powiedziałbym wszystkiego, co zobaczyliśmy, przemierzając Półwysep Skandynawski. Dlatego postanowiłem, że podzielę się jedynie częścią wrażeń z podróży, pozostawiając resztę Wam, gdy sami pomkniecie na Nordkapp. 
Skandynawia powitała nas opadami i zachmurzonym niebem.  Deszcz był jednak ciepły i delikatny i nie zwiastował jeszcze brzydkiej pogody, która jak się później okazało, miała nam towarzyszyć przez większą część wyprawy. Opady, wiatr i niska temperatura, spadająca miejscami do + 4 oC, to wszystko po jakimś czasie przestało nam zupełnie przeszkadzać. Do wszystkiego, jak widać można się przyzwyczaić.   
Przejazd przez Szwecję, wzdłuż Zatoki Botnickiej zajął nam niecałe trzy dni. Każdy kilometr bliżej Północy powodował, że dzień stawał się coraz dłuższy, a to pozwalało nam nie zsiadać z motorów nawet do późnych godzin nocnych. Dzień polarny sprawił, że nasz dotychczasowy rytm życia uległ zmianie i bardziej przypominał rozkład dnia nietoperza niźli homo sapiens. To wszystko, podobnie jak pogoda nie psuło jednak naszych dobrych humorów, które nie opuściły nas do samego końca.
Komary, długie proste odcinki drogi ze stadami reniferów szukających pożywienia, kilkudziesięciokilometrowe odległości między osadami i życie zamierające po godzinie 22:00, to właśnie… Finlandia w której gościliśmy niecałe dwa dni.
Szóstego dnia przekroczyliśmy „granicę” fińsko-norweską. Po kilku godzinach jazdy ujrzeliśmy „plaże”, rozciągające się wzdłuż wybrzeża Morza Barentsa. Kamieniste, pozbawione roślin i ludzi, sprawiały wrażenie surowych i nieprzyjaznych dla człowieka, choć pięknych zarazem. Z drugiej strony piętrzyły się wysokie brunatne skały, wyglądające tak, jakby chciały dosięgnąć nieba. Wszystko to tworzyło niepowtarzalny klimat, budzący zachwyt, a jednocześnie napawający strachem. Pełnymi garściami staraliśmy się czerpać z otaczającej nas przyrody. Dopiero później miało się okazać, że to co wydawało się wówczas, tak fascynujące, było jedynie początkiem, tego co naprawdę miało przykuć naszą uwagę. 
Przylądek Północny przywitał nas mgłą, która ograniczała widoczność do niespełna 10 m, uniemożliwiając skutecznie zobaczenie czegokolwiek. Zaledwie kilka minut zajęło nam zwiedzanie centrum turystycznego z kompleksem restauracyjnym, kinem, sklepami z pamiątkami i muzeum. Dalej udaliśmy się w kierunku globusa, stojącego nad urwiskiem skalnym, które opadało wprost w morską otchłań, a której nie sposób było zobaczyć. Słychać było jedynie odgłos fal uderzających w skały przylądka. Ku naszemu zdziwieniu przed globusem stało kilka motocykli, którymi jak się później okazało przyjechała grupa Holendrów. To skłoniło nas do przyprowadzenia także naszych maszyn, na których siedząc po chwili, pozowaliśmy do „historycznych” fotografii uwieczniających „zdobycie” Nordkapp. Cel został osiągnięty! Powrót do hytte (domek kampingowy) zabrał nam około godziny. Potem już tylko „uroczysta kolacja”, zasłużony odpoczynek i następnego tj. tego samego dnia ruszyliśmy w drogę powrotną – kierunek południe!    
Najurokliwszym miejscem, które mieliśmy okazję zobaczyć była Droga Atlantycka. Małe wysepki, o krajobrazie księżycowym, połączone mostami, tworzyły niepowtarzalny klimat.
Największym wyzwaniem okazała się być, Droga Trolli, ale nie w jej najbardziej osławionej części, gdzie nasze motory wspinały się mozolnie pod górę, lecz na odcinku opadającym ku dołowi. Z wysokości blisko 2000 m n.p.m., „zsuwaliśmy” się ku nizinom, a spadki terenu sięgały nawet 10%. Silny, zimny wiatr w połączeniu z śliską nawierzchnią i leżącym na poboczu śniegiem oraz zakręty przekraczające 180o, sprawiały, że nasze mięśnie napięte były do granic wytrzymałości. Uwierzcie mi, jazda motocyklem, szczególnie w tak trudnych warunkach, to naprawdę niezwykle ogromny wysiłek… fizyczny i umysłowy. Mimo przeciwności losu, szczęśliwie osiągnęliśmy punkt docelowy, którym tego dnia było pole kampingowe niedaleko miasta Lom.
Przylądek Północny, Droga Trolli i Droga Atlantycka, to nie wszystkie atrakcje, jakie mieliśmy okazję zobaczyć. Każdy kolejny kilometr dostarczał bowiem nowych wrażeń. Wspomnieć trzeba choćby o: zabytkach Uppsali, pięknej szwedzkiej miejscowości Bönhamn, położonej nad Zatoką Botnicką, Wiosce Świętego Mikołaja, Północnym Kole Podbiegunowym, Jeziorze Inari, skoczniach narciarskich w Lillehammer itp. Przywołując uroki Skandynawii nie sposób zapomnieć o przyrodzie, jaka nas otaczała, przyrodzie tryskającej bujną, świeżą zielenią traw, błękitem morza, bielą wodospadów i kolorami polnych kwiatów. Paletę barw i wachlarz kształtów, jakimi uraczyła nas skandynawska natura można określić tylko jednym słowem – cud natury!
Fotografie, znacznie lepiej niż słowa, oddadzą jednak urok Skandynawii, życzymy więc miłego oglądania i zachęcamy do odwiedzenia Przylądka Północnego... a niebawem pokażemy jeszcze (mamy nadzieję) krótki film.
 
Wojtek Górski
Marek Martynowski
Jarek Szczepaniak